Aktualności, Baza wiedzy, Poradniki, składniki, Sport i zdrowie, Więcej wegańskich...

Więcej wegańskiego… zdrowia

Jak wybrać wegański lek? Do jakiego lekarza pójść? Skąd czerpać wiedzę o żywieniu i nie tylko?

Nie ma się co oszukiwać: weganie też chorują. Wiele osób chciałoby, żeby wszyscy weganie jedli wyłącznie zdrowe, nieprzetworzone produkty, uprawiali sport, mieli odpowiednie ciśnienie, żadnych chorób wrodzonych, no i – brońcie bogowie – nigdy się nie przeziębiali. A skoro nie ma tak kolorowo, warto pomyśleć nad maksymalnym zweganizowaniem swojego chorowania.

Pierwsza sprawa: leki są testowane. Tak po prostu jest i już. Każdy zgodnie z własnym sumieniem bierze je lub nie. No i zgodnie ze stanem zdrowia. Osobiście nie byłabym w stanie zarzucić hipokryzji weg*anom, którzy biorą leki, bo jednak lepszy weganin żywy (i zdrowy) niż martwy.

Sprawa druga: leki  mogą być niewegetariańskie i niewegańskie. Poza tymi oczywistymi (jak choćby wyciągi z enzymów trzustek świń i tran) składniki pochodzenia zwierzęcego mogą zawierać także niemal wszystkie inne farmaceutyki. Problematyczne są przede wszystkim kapsułki (wiele z nich robionych jest z żelatyny), jednak również tabletki (powlekane różnymi odzwierzęcymi cosiami). Np. Gripex powlekany jest szelakiem, a Rutinoscorbin zawiera laktozę jako substancję pomocniczą. I tu podobnie jak w punkcie pierwszym – wszystko zgodnie z własnym sumieniem. A jeśli ktoś chciałby mieć punkt odniesienia: osobiście nigdy nie biorę leków ze składnikami pochodzącymi z uboju (tfu, tfu, odpukać – mam komfort wyboru i nie jestem w sytuacji, gdy moje zdrowie jest stale uzależnione od takiego lekarstwa), ale zdarza mi się wziąć lek na receptę zawierający laktozę. I nie czuję się z tego powodu gorszą weganką.

Jak unikać leków zawierających substancje pochodzenia zwierzęcego? Wystarczy czytać. Polecam encyklopedię leków DOZ. Google i inne wyszukiwarki też dadzą radę 😉 Szukając leków bez recepty (np. na przeziębienie lub przeciwbólowych), wystarczy porównać skład kilku leków. Wspomniany Rutinoscorbin zawiera laktozę, ale już jego odpowiednik innej firmy – Ascorutical (dodatkowo zawierający wapń) już nie (tylko nie weźcie przez przypadek żelatynowych kapsułek). Sprawdzone, wegańskie suplementy kupicie np. w SweetPiggy.

Jeśli dostajecie lek na receptę, PYTAJCIE lekarza o postać leku i alternatywę. Jeśli chce Wam przepisać coś w kapsułkach, spytajcie, czy wie, z czego są zrobione. Wie – super, od razu macie info. Nie wie – możecie od razu zapytać, czy lek dostępny jest np. w płynie. Na recepcie pojawia się zawsze informacja o opakowaniu, w jakim pacjent może wykupić lek, więc w aptece nie będziecie już mieli wyboru (poza rezygnacją z zakupu). W przypadku leków bez recepty, które chcecie kupić bez wcześniejszego szperania w internecie, poproście sprzedawcę w aptece o ulotkę. Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby farmaceuta krzywo na mnie spojrzał z powodu takiego grymaszenia, a mojemu +1 czytanie opakowania pozwoliło uniknąć kupienia kremu z… dializatem krwi cieląt (solcoseryl, jeśli byście byli zainteresowani. A  pani w aptece, gdy usłyszała, że nie kupi tego, bo jest wegetarianinem, odpowiedziała, że „przecież nie musi tego jeść”).

Sprawa trzecia: lekarze. Bez względu na specjalizację lekarze lubią wtrącać się do cudzego weg*anizmu. Nie szkodzi, że na studiach prawie nie mają dietetyki, a dane, które podają, są sprzed kilku dekad (szpinaaaak). Nawet nie każdy dietetyk podejmuje się prowadzenia osoby odżywiającej się wegetariańsko lub wegańsko. Najłatwiej chodzić do sprawdzonych lekarzy, którzy sami są weg*anami lub przynajmniej są wegeprzychylni. Takie listy krążą w sieci od dawna (i znikają wraz z forami, tak jak w przypadku grona [*]). Przykładowe (które oczywiście mogą być nieaktualne) znajdziecie np. na ForumVeg.

Ze swoim lekarzem pierwszego kontaktu najlepiej rozmawiać wprost. Jasno zaznaczyć, że weganizm nie podlega dyskusji i nie ma sensu prowadzenie rozmowy w tonie „a może zacznie pani chociaż jeść jajka?”.

Na koniec kwestia ŹRÓDEŁ WIEDZY.

To jest dość ciężki temat, bo w dzisiejszych czasach każdy z dostępem do internetu jest specjalistą od wszystkiego, czyż nie? 😉 Gdzie więc szukać informacji na temat chociażby zdrowego odżywiania?

  1. Szukaj na stronach organizacji. Mało która organizacja pozwoliłaby sobie na publikowanie danych z sufitu. W przypadku większości wydawnictw fundacji i stowarzyszeń w Polsce broszury dotyczące zdrowia są tłumaczone z zagranicznych, sprawdzonych publikacji. Np. na stronie kampanii Zostań Wege znajdziecie info o żelazie, białku i wapniu.
  2. Sprawdzaj bibliografię. Każdy może zrobić ładną infografikę, ale nie każdy podaje źródło, z którego pochodzą prezentowane dane. Zajrzyjcie na VeganWorkout.org.pl i poczytajcie np. ich infografikę dotyczącą żelaza.
  3. Poznaj opinie wegańskich dietetyków. Kojarzycie Małgorzatę Desmond Rzeszutek? Współtworzy zespół Fundacji Wiemy Co Jemy, na której profilu znajdziecie wiele aktualności z naukowego światka oraz poznacie przepisy na zdrowe smaczności. I może nie wiecie, ale Centrum Zdrowego Stylu Życia Qzdrowiu.org jest prowadzone przez wegankę 🙂
  4. Czytaj książki. Internet internetem, grafiki grafikami, ale najwięcej informacji na temat zdrowia i żywienia znaleźć można w książkach. Bodaj najbardziej znaną pozycją poruszającą temat diety roślinnej jest The China Study (w Polsce wydana pod tytułem „Nowoczesne zasady odżywiania”) Campbella. Od niedawna po polsku dostępne są również inne pozycje, np. „Dieta roślinna na co dzień” i „Talerz zdrowia„.

P.S. NIE, nie będę pisać o B12 😉 Za to łapcie podsumowanie o D2 dostępnej w Polsce, które przygotował portal Weganizm.info.