Więcej wegańskich: certyfikaty (cz. II)

Druga część przewodnika po interesujących certyfikatach. Tym razem pod lupę bierzemy gluten i różne wersje symbolu z przekreślonym kłosem.

O oznaczeniach na produktach bezglutenowych opowiada Chelonia z puszka.pl bezglutenowo:

Choć życie na diecie bezglutenowej w Polsce nie jest tak łatwe, jak na przykład w Wielkiej Brytanii, to dzięki członkowstwu w Unii Europejskiej dynamicznie zmienia się ono na lepsze. Jedną z ważniejszych zmian zapoczątkowało rozporządzenie z 2011 roku, które wprowadziło bardzo szczegółowe wytyczne dotyczące informacji, jakie powinny się znaleźć na produktach spożywczych. Wedle jednego z nakazów rozporządzenia, producenci mają czas do 13 grudnia 2014 roku*, by na swoich produktach zamieścić informację o składnikach powodujących alergię lub nietolerancję.

Pierwszą falę nowych opakowań wiele osób na diecie bezglutenowej mocno przeżyło. Okazało się, że na wielu sklepowych działach niewiele zostało do wyboru. Szczególnie dział z przyprawami stał się taką czarną plamą, a po nocach bezglutenowcom zaczęły się śnić hasła z opakowań: „może zawierać śladowe ilości glutenu”, „na terenie zakładu produkcyjnego używany jest gluten” itp. Sprzedaż najwidoczniej nie spadła aż tak, by producenci zrobili coś w tej kwestii poza dopiskiem na opakowaniu, tak więc niektóre produkty (jak np. rzeczone przyprawy) wciąż są trudno dostępne w wersji na 100% bezglutenowej, mimo że z założenia takimi być powinny.

W międzyczasie temat glutenu stał się dość popularny i nagle, jak grzyby po deszczu, zaczęły pojawiać się nowe produkty z napisami „gluten free” czy „bez glutenu”, z coraz to nowymi wersjami oznaczenia w postaci przekreślonego kłosa. Radość z takiego obrotu sprawy trwała niezbyt długo. Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej w czasie kolejnych testów wykazało, że wiele z tych produktów nie spełnia norm produktu bezglutenowego, w którym wartość dopuszczalna to 20 mg glutenu na kilogram produktu końcowego. Z jednych produktów wprowadzające w błąd napisy zniknęły, inne produkty wróciły (po wcześniejszym wycofaniu partii) na rynek, ale już z dopuszczalną zawartością.

Tego typu historie wielu osobom na diecie bezglutenowej nasunęły co najmniej dwa wnioski. Pierwszy jest taki, że aby spać spokojnie, trzeba być czujnym przy każdych zakupach, bo rutyna może się skończyć złamaniem diety i wszystkimi tego konsekwencjami. Drugi zaś skłania do ograniczenia zakupów do produktów certyfikowanych.

I tu stajemy na rozdrożu. Ponieważ kwestie certyfikowania produktów i ich oznaczania są jeszcze świeże, wiele osób wciąż stoi na owym rozdrożu z rozłożonymi rękami. Wiele też osób wybrało jedną z dróg, bojąc się tego co nieznane i pozornie niepewne.

1428901_21537302

Jak te drogi wyglądają?

Pierwsza wydaje się być całkiem przejrzysta, choć nie bez wiszących nad nią znaków zapytania. W Polsce działa Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej, które posiada status organizacja pożytku publicznego i jest zrzeszone w niezależnej organizacji AOECS (Europejskie Zrzeszenie Stowarzyszeń Osób z Celiakią). Nie jest to jedyne stowarzyszenie w Polsce, które działa na rzecz osób na diecie bezglutenowej, ale to właśnie to stowarzyszenie postarało się o nieodpłatne prawa do znaku przekreślonego kłosa, a więc dostało od AOECS pozwolenie na udzielanie na ten znak licencji.

O czym informuje taki znak na danym produkcie?

Informuje nas, że producent produkuje żywność, która wg Stowarzyszenia jest bezpieczna. Oznacza on również to, że Stowarzyszenie ma dostęp do badań na zawartość glutenu w produktach danego producenta i że są w stałym kontakcie.

Symbol ten musi wyglądać dokładnie jak na widocznych poniżej trzech grafikach. Zależnie od kraju może występować w różnych wariantach kolorystycznych, ale układ kłos-przekreślenie, sam wygląd kłosa i przekreślenia, a także zamknięcie znaku okręgiem są niezmienne. Licencjonowany symbol przekreślonego kłosa producenci zamieszczają zwykle na przodzie opakowania, ale nie jest to regułą.
Wykaz produktów na polskim rynku, z owym znakiem przekreślonego kłosa, znajdziecie pod tym linkiem http://www.przekreslonyklos.pl/o-licencji/produkty-licencjonowane/

Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej wymienia same plusy posiadania licencji (nie tylko dla konsumentów, ale i dla producentów). Nasuwa się więc pytanie: dlaczego wiele firm o tę licencję się nie ubiega, a niektóre nawet z niej rezygnują po kilku latach (nie tylko w Polsce).

Licencję na ten znak należy wykupywać co rok. Wg Stowarzyszenia nie jest to wielki koszt, a pieniądze przeznaczane są tylko na proces przyznawania licencji, bo „Stowarzyszenie nie jest organizacją nastawioną na zysk”. Jak czytamy na stronie Stowarzyszenia:
„Opłata licencyjna jest jednak niezbędna dla pokrycia kosztów związanych z licencjonowaniem, prowadzeniem dokumentacji, przygotowaniem materiałów informacyjnych, audytami (np. koszty dojazdów są tu istotną pozycją) itp.”
jak również o tym, że
„Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej jest organizacją non-profit, nie firmą. Oznacza to, że to co pozostanie po odliczeniu kosztów przeznaczamy na realizację naszych celów statutowych, przede wszystkim  na dalszą, coraz skuteczniejszą walkę o podnoszenie świadomości społecznej na temat celiakii w Polsce.”

Również w kwestii zagadki – dlaczego niektóre firmy rezygnują z licencji – Stowarzyszenie podaje kilka możliwych rozwiązań. Wg Stowarzyszenia mogą być to względy ekonomiczne (a jednak?), jak i zmiana priorytetów (firma rezygnuje z jakiejś linii produktów lub z ich bezglutenowości) czy też moment, gdy „występują problemy z komunikacją z firmą uniemożliwiające współpracę”.

Biorąc pod uwagę choćby takie firmy jak Bezgluten czy Balviten (które cieszą się ogromną popularnością na polskim rynku, mimo braku licencji), chyba tylko ta ostatnia odpowiedź wydaje się mieć ręce i nogi. Firmy te regularnie otrzymują nagrody przyznawane przez samych konsumentów, a i samo Stowarzyszenie zanzacza, że brak jego licencji nie świadczy o nierzetelności danej firmy. Potwierdzają to m.in. wypowiedzi takie jak ta:
„Nie zapędzajmy się – producent nie musi mieć licencji żeby produkować wyroby bezglutenowe, po prostu. Firmy Balviten i Ultraeuropa także nie mają licencji.
Nadal jako Stowarzyszenie współpracujemy z firmą Bezgluten i kupujemy ich produkty. Zwyczajnie żałuję, że firma z licencji zrezygnowała, ale to nie ma związku z jakością produktów, o to firma dba, bo przecież zajmuje się wyłącznie produkcją bezglutenową.”
(Małgorzata Źródlak – prezez Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej, źródło: http://forum.celiakia.pl/viewtopic.php?t=308&start=375).

Firma Bezgluten miała sporą burzę na swoim profilu facebookowym, po pojawieniu się informacji, że rezygnuje z przedłużenia licencji. W jednym z oświadczeń mogliśmy wyczytać:
„Firma nie zdecydowała się na jej przedłużenie, ponieważ w Europie jak się okazuje nie ma jednolitości w jego stosowaniu i dopóki sprawa się nie unormuje nie będziemy jej wykupować. Należy wiedzieć, iż posiadanie licencjonowanego znaku to nie tylko spełnianie pewnych wymogów jakie narzuca organizacja AOECS, ale również opłata licencyjna. W Polsce i Europie są poważne państwowe instytucje kontrolne do weryfikacji jakości produktów i sugerujemy, żeby to im zaufać. Dlatego też prosimy, aby wszyscy nam „życzliwi” oraz konkurencję o zaprzestanie „dorabiania” nam czarnego PR. Z poważaniem, BEZGLUTEN.”

Tak więc czy rezygnować z produktów, które licencji od Stowarzyszenia nie posiadają? Pójść jedną z dróg czy może regularnie zwiedzać obydwie, ale z głową i ręką na pulsie?

Stowarzyszenie Przyjaciół Chorych na Celiakię „Przekreślony Kłos” prowadzi wykaz produktów bezglutenowych, w którym znajdują się głównie te nie objęte licencją – http://www.produktbezglutenowy.pl/ . Jeśli sobie zweryfikujecie tę listę, może się okazać, że wiele z tych produktów regularnie spożywacie. To, czy wpływają na Was źle, oceńcie sami.

Przy okazji możecie zobaczyć w tym wykazie symbole, którymi oznaczane są produkty danych firm. Większość z nich jest uderzająco podobna do symbolu licencyjnego, ale słowo „podobna” jest tu kluczowe. Jeśli więc obawiacie się, że wszystkie te firmy nie gwarantują czystości swoich produktów, pilnujcie, by znak na opakowaniu był tym, który przyznaje Stowarzyszenie. Szczególnie jeśli dany zakład produkuje również żywność glutenową. W przypadku firm zajmujących się wyłącznie produktami bezglutenowymi te obawy – logicznie rzecz biorąc – wyglądają na bezpodstawne.

W przypadku braku licencji od AOECS, zaufanie do danego producenta buduje się:
– w oparciu o certyfikaty (m.in. BRC, IFS Food, czy HACCP)
– na podstawie wyników testów asortymentu, przeprowadzanych m.in. przez Stowarzyszenie i publikowanych w wykazie na jego stronie internetowej (aktualny wykaz),
– na prawowitości producenta, a tę reguluje rozporządzenie z 20 stycznia 2009 roku, dotyczące składu i etykietowania środków spożywczych odpowiednich dla osób nietolerujących glutenu, do którego wszystkie firmy w UE mają obowiązek stosować się od 1 stycznia 2012 roku (rozporządzenie znajdziesz tu)
*należy pamiętać, że środki spożywcze, które nie spełniają wymogów rozporządzenia, a zostały wprowadzone na rynek lub opatrzone etykietą przed 13 grudnia 2014 r., mogą pozostawać w obrocie do czasu wyczerpania zapasów

I na koniec, dla porównania:

Tak wyglądają oznaczenia AOECS:

 

A tak wyglądają inne oznaczenia, z których korzystają producenci:

To trochę jak z króliczkami „od nietestowania”: każdy sobie może na opakowaniu narysować króliczka, ale – jak mawia Sweet Piggy – króliczek króliczkowi nierówny.

Poczytaj więcej o glutenie:

 Na stronie Sci-Fit

Na stronie Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej

Na fanpage’u Dieta bezglutenowa, bezmleczna, bezcukrowa i wegańska