Aktualności, Gościnnie, Jedzenie, z Polski

Weganie w knajpach: tych klientów nie obsługujemy?

Czasami słyszę, że weganie są najgorsi. Nie można z nimi nigdzie pójść, coś zjeść, wyjechać, bo nic nigdzie dla nich nie ma do jedzenia. Oczywiście, trawa rośnie wszędzie, ale oni tego nie doceniają. Nawet wyjście na piwo Ci zepsują cały wieczór sprawdzając czy piwo jest wegańskie. Ufff… na szczęście, wódka jest wegańska.

Tak, oczywiście wyolbrzymiam 😉

Jednak fakt, że w wielu miejscach weganie są traktowani jako gorsi goście, goście drugiej kategorii, roszczeniowi czy problematyczni, chociaż jedyne czego oczekują, to otrzymać to za co zapłacili. Pisała o tym już dawno Hello Morning, opisując swoje perypetie z hotelem Andersia (zakończone zresztą happy-endem – Andersia odrobiła lekcję i stworzyła miejsce przyjazne wszystkim gościom).

*Aktualizacja 13.04.2018 Flavoria w Andersii wycofała kartę wegańskich dań, a na bezpośrednie zapytanie o opcje wegańskie otrzymałam m.in. propozycję makaronu z sosem gorgonzola, karmelizowanym orzechem i grillowaną gruszką. Oczywiście informują, że są wstanie zapewnić dania wg restrykcyjnych diet. Niestety, nie oni jedni tak twierdzą, po czym jeśli czegoś nie ma w karcie dań na stałe, to seria pomyłek i stresu gwarantowana. O czym zresztą za chwilę w przykładach.

Restauracje kontra dania wegańskie

Jestem w nowym miejscu, nie planowałam jeść, ale jedzą znajomi. Spojrzę w kartę. O! Danie oznaczone jako „wege”. To znaczy jakie? Wegańskie czy wegetariańskie?

Czytamy opis dania: makaron penne z aromatycznym sosem pomidorowym, pulpecikami jaglanymi, ciecierzycą. Brzmi zachęcająco. Dopytuję na wszelki wypadek – czy makaron nie zawiera jajka, sos jest bez sera i czy na pewno wszystko jest bezmięsne, bezmleczne i bez pochodzenia zwierzęcego tak jak opisane w menu. Kelnerka patrzy na mnie jak na dziwaka i zapewnia, że tak. Czekamy głodni około 30 min. Wszyscy wyglądają na zadowolonych z postawionych półmisków. Wszyscy… poza mną. Dlaczego? Ponieważ mimo zapewnień obsługi i opisu składu otrzymuję makaron pod grubą warstwą serową. Kolejny raz spotyka mnie to samo. Opis w karcie i kelnerzy mówią jedno, a kuchnia i lekka ręka do posypywania dań serem to zupełnie co innego.

W tym wypadku opcja „wege” oznaczała wegetariańską. Musiałam zamówić danie, żeby się tego dowiedzieć. Już dałabym spokój kelnerce i zjadła, przecież to tylko trochę sera. Sera, którego jeść nie powinnam, jeśli nie chcę spędzić reszty wieczoru w łazience.

To spójrzmy na sprawę inaczej. Wydaje wam się, że w 2018 roku, w kraju, w którym 10% społeczeństwa to weganie i wegetarianie, lokale gastronomiczne nauczyły się te dwa terminy rozróżniać?

Szybka powtórka:

  • wegetarianie – osoby, które nie jedzą zwierząt, czyli mięsa i składników takich jak np. żelatyna.
  • weganie – osoby, które nie jedzą zwierząt i produktów pochodzenia zwierzęcego, takich jak: jajka, mleko, sery, masło itp.

Sprawa prosta – powinni sobie z nią poradzić absolwenci technikum gastronomicznego, a co dopiero zawodowi kucharze.

Niekoniecznie. Ryby są zwierzętami, czego z jakiegoś powodu nie mogą pojąć restauracje. Owszem, są osoby, które w dietę bezmięsną urozmaicają okazjonalnie rybami czy owocami morza, ale generalnie wegetarianie nie jedzą ryb.

„Ryba to przecież nie mięso, bo katolicy jedzą w piątek ryby” – argument, po którym ręce mi opadają.

Jak zrazić do siebie klientów w przykładach

W pracy raz w tygodniu spędzamy razem przerwę lunchową. Zazwyczaj idziemy grupą 21 osób – 4 opcje wegetariańskie, 2 wegańskie – słowem ponad 1/4 grupy zainteresowana jest opcjami roślinnymi. Obeszliśmy już razem poznańki stary rynek dookoła, niejedną rzecz zamawialiśmy razem. Niejedna knajpa straciła gości, tylko dlatego, że nie mieli opcji roślinnych, a niektóre potrafiły najpierw obiecywać, a potem skutecznie zniechęcić.

W tych miejscach raczej uważaj:

Bistro Szarlotta – jako jedyną opcję wegańską (i to tylko na wcześniejsze ustalenia mailowe) zaoferowała… ciecierzycę z groszkiem i marchewką. Danie było opisane tak dosłownie, że aż podniosłam brwi ze zdumienia – dostałam marchewkę pokrojoną w kostkę pod ugotowaną ciecierzycą. Nie mogłabym marudzić (danie, choć nic specjalnego w smaku, byłoby zgodne z opisem), ale tutaj niespodzianka: całość została polana masłem.

Mandala Cafe na Wrocławskiej skusiła mnie wegańską przystawką – warzywa w tempurze. Szkoda tylko, że podczas podawania otrzymaliśmy informację, że sos ani ich tempura nie jest odpowiednia dla wegan.

Edit: Mandal odpowiedziała na facebooku – w związku z tym sprostowanie: tempura i sos są odpowiednie dla wegan, a to kelnerka mogła się pomylić ze względu na błędne oznaczenie w karcie.

Ptasie radio – oferują risotto z dyni na mleku kokosowym oznaczone symbolem „roślinne”, tylko że trafiłam na podane z chipsem bekonowym.

Natomiast Kyokai Sushi rolki, które miały być vegan wzbogaciło serkiem filadelfia.


Wegańskie bajgle ze szpinakowym pesto, awokado i gruszką – kawiarnia Stragan Poznań

Nasza Office Manager szukała lokalu na obiad z okazji wizyty części zespołu z Hong Kongu. Wymagania dla restauracji niby nie trudne – tak by, każdy mógł zjeść z apetytem i zgodnie z sumieniem: z mięsem czy bez mięsa, opcja wegańska i opcja bez glutenu. Znalezienie opcji gluten-free okazało się prostsze niż znalezienie miejsc, które rozumieją słowo wegańskie.

Restauracja Ratuszova jako obiadową opcję wegańską (mimo wyraźnego zaznaczenia „bez produktów pochodzenia zwierzęcego”) zaproponowała sałatkę z… oscypkiem 😉

Brzmi śmiesznie? W tym samym czasie Oberża Pod Dzwonkiem ma w menu pozycje takie jak „Sielawa na grzance gryczanej z sałatą i pomidorami VEGE” czy „Szyjki rakowe w sosie śmietanowo – pomidorowym VEGE”. Wygląda na to, że ryby i raki rosną na drzewach. Ich menu ma jednak bardzo dokładne opisy alergenów i finalnie, to właśnie do nich zawitaliśmy. Było tradycyjnie, ciekawie i smacznie 😉

Żeby nie było, że tylko marudzę. Staram się spisywać na jednej liście miejsca, gdzie można zjeść wegańsko i bezstresowo w Poznaniu. Restauracja Pod Niebieniem świetnie poradziła sobie z ułożeniem menu zawierającego dania tradycyjne – mięsne i roślinne. Kawiarnie Stragan czy Składak oferują pyszne śniadania także w wersji roślinnej. Pizzerie mają do wyboru pizzę z wegańskim serem. Coraz częściej w pubach można zamówić coś wegańskiego oprócz alkoholu i frytek. W 100% roślinnego burgera zjem Whiskey in the Jar czy w Ministerstwie Browaru. Skoro o burgerach mowa na wyróżnienie zasługuje burgerownia Meat&Fit – sieciówka, która dodała 9 wegańskich burgerów do menu!

wegańskie śniadanie girls rails poznań

Przykład fajnego śniadania na warsztatach Rails Girls Poznań 2017

Wprowadzenie opcji wegańskich nie wymaga przewrócenia menu do góry nogami, czego dowodem może być akcja RoślinnieJemy skierowana do branży gastronomicznej.

Q Hotel Grand Cru Gdańsk, gdzie weganie to goście drugiej kategorii

Tytuł zainspirowany postem Maddy z Hello Morning, ale dobrze oddaje co mam na myśli. Niejednokrotnie spotykam się z tym, że otrzymuję zapewnienia o wegańskiej opcji, za którą płacę… bez pokrycia. W takiej chwili naprawdę, można czuć się zirytowaną.

Jesienią zeszłego roku wybraliśmy się nad morze. Weekend w Gdańsku, 4-gwiazdkowy hotel Q Grand Cru. Zanim zdecydowaliśmy się na dodatkowe wykupienie śniadania, Michał dowiadywał się, czy w ogóle jest sens. Zapewnienia obsługi, że ich szwedzki stół jest dobrze zaopatrzony i ma atrakcyjną opcję wegańską.

Przyjechaliśmy na miejsce w nocy, nie przypominaliśmy jakoś specjalnie “to my”. (Nie przesadzajmy, jesteśmy w miejscu, które szczyci się profesjonalną obsługą). Następnego dnia rano zaczęłam polować na śniadanie. Przejrzałam dokładnie co jest – wędliny, jajka, różne sery, sałatki z serem lub majonezem, gofry i naleśniki. Propozycje najróżniejsze, jakie tylko ma się ochotę, łącznie z kawiorem. Szukałam tych wegańskich opcji. Nie znalazłam. Chyba, że wegańską opcją nazwiemy: chleb, pomidor, ogórek, oliwki i sałatkę owocową.

Gdy trzeba zadowolę się kawą, ale bez mleka roślinnego, będę chodzić zła. Na moją prośbę obsługa znalazła mleko roślinne – dostałam nalane w osobnym dzbanuszku na jedną osobę. Skoro już zostałam problematycznym klientem, drążyłam temat dalej. Na szybko wyjaśniłam, że zdecydowaliśmy się na opcję ze śniadaniem tylko ze względu na wcześniejszą odpowiedź hotelu, inaczej o wegański posiłek zatroszczyli byśmy się we własnym zakresie. Wywołałam tym jednym słowem „weganizm” niemały popłoch. Słyszałam (zresztą inni goście też słyszeli) jak prawdopodobnie kierowniczka zaczęła pokrzykiwać w kuchni, że mają coś wymyślić i ma to być wegańskie. Jednocześnie kelnerka dopytywała się co to jest weganizm, co jem, czego nie jem i co mogliby ogarnąć na jutro. Chciałam ją uspokoić, powiedziałam, że się przyzwyczaiłam. Zresztą nabiału już 2 lat nie jem przez alergię pokarmową i takie sytuacje spotykam w co drugim miejscu. Po tym zdaniu pobiegła do kuchni upewnić się, że wszyscy już wiedzą, że wegańskie jest równoznaczne z bezmleczne.

Na śniadanie czekaliśmy prawie godzinę. Michał nie zszedł do jadalni, dopóki nie napisałam mu, że już wszystko ogarnięte. Nie znosi takich stresujących sytuacji. Zresztą już miał zepsuty humor, ja też wcale nie czułam się najlepiej.

Jesteście pewnie ciekawi jak wypadło nasze specjalne śniadanie? Dostaliśmy warzywa grillowane pływające w oliwie. Smakiem nie zachwycało, ale innego wyboru nie było.

Za to kolejnego dnia zeszłam na śniadanie z nadzieją, że tym razem będzie lepiej. W końcu dzień wcześniej dokładnie wytłumaczyłam kelnerce-kierownicze, że istnieją pasty warzywne (do kupienia w każdej żabce), pasztety, hummus, tofu czy alternatywy nabiału. Nie jesteśmy szczególnie wybredni, zadowoli nas dowolne smarowidło na kanapkę.

Oto co na nas czekało: mały dzbanuszek mleka sojowego do kawy, papryka faszerowana ryżem z kurkami… i masłem.

weganie w restauracji

Śniadanie w Q Grand Cru Gdańsk, które okazało się niewegańskie

Nigdy żaden z klientów nie miał alergii? Nie poszłam drugi dzień z rzędu się wykłócać, bo było mi szkoda nerwów i czasu, który mogłam poświęcić na wypoczynek.

Hotel 4*, restauracja z kartą win i kawiorem na śniadanie, przecież to nie może być takie trudne kupić hummus. Nigdy do tej pory nie odwiedził ich nikt na diecie roślinnej?

Wyobraźmy, więc sobie sytuację, że Michał zarezerwował dla nas pokój dwuosobowy, a na miejscu okazuje się, że dwójki się skończyły i dostaniemy dwa miejsca w pokoju wieloosobowym. Na nasz głos sprzeciwu, że zarezerwowaliśmy prywatny pokój otrzymalibyśmy drewniany parawan. Dzięki swojemu uporowi, drugiego dnia jednak znajduje się łóżko podwójne, tyle, że w pokoju 4-osobowym. Myślę, że taka sytuacja od razu wzbudziłaby zrozumienie. Taka sama sytuacja jest w przypadku jedzenia, które zamiast sprawiać przyjemność jest tylko źródłem stresu.

Skoro Hotel nie ma takiej usługi i nie jest w stanie jej zapewnić, uczciwie byłoby odpowiedzieć, że nie – ich oferta śniadaniowa nie jest wstanie sprostać wersji roślinnej. Jestem gościem, płacę i chcę otrzymać to za co zapłaciłam, a poprzeczka nie była zawieszona wysoko.

Nie oczekuję wegańskich jajek z wegańskim kawiorem (można go kupić w Ikei), talerza roślinnych serów czy bezmięsnych wędlin. Oczekuję potraktowania poważnie każdego klienta. Normalnego, roślinnego jedzenia w menu.

Pewnie znowu padnie, że to weganie są najgorsi, roszczeniowi i problematyczni. W przypadku jedzenia łatwo kogoś nazwać „problemowym”. Każdy ma prawo wiedzieć, co ląduje na jego talerzu, a jednak klient, którego interesuje skład dań, jest traktowany jak intruz. Mimo iż wykaz składników dań jest prawnie nakazany od 2014, a za nieczytelne i niedokładne opisy można otrzymać mandat, restauracje unikają szczegółowych opisów rzucając enigmatycznym „tajemnica szefa kuchni”. Ta praktyka, dla zdrowia nas wszystkich – mięso- i roślinożerców, powinna się wreszcie skończyć.

Wpis gościnny

Rita
Uwielbia roślinne jedzenie, szczególnie czekoladę i masło orzechowe, które może jeść łyżeczkami. Na co dzień programistka i autorka bloga flynerd.pl. Jeśli akurat nie śpi i nie kodzi, to na pewno coś je 😉