Alterra: seria z granatem [recenzja WW]

W pełni wegańska seria Alterry z granatem to dziewięć kosmektów przeznaczonych do suchej skóry i włosów. Jak wypadają w recenzji Waszej Wegańskości?

Uwaga! Zanim przeczytacie recenzję, przeczytajcie te kilka słów o mnie. Opinia opinii nierówna, więc musicie wiedzieć, że kosmetyki oceniam z punktu widzenia osoby z: cerą wrażliwą, mieszaną, ale bez problemów z uczuleniem; włosami normalnymi, łatwo reagującymi na otoczenie (przesuszenie od klimatyzacji/ogrzewania; elektryzowania od czapek i kapturów, łatwo układające się); skórą normalną; głupim zwyczajem nienoszenia rękawiczek.

Jeśli śledzicie fanpage i instagram WięcejWegańskich, wiecie, że zimą i tak korzystałam z kilku produktów z tej serii. Parę innych – olejek do twarzy, balsam do ciała i mydełko – mogłam przetestować dzięki Rossmannowi.

 

Zimowe wysuszenie mi nie grozi #alterra #rossmann #vegan

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Więcej Wegańskich (@wiecejweganskich)

thumb31_10328525

Szampon i maska granat&aloes (jest jeszcze odżywka z tej serii) pomogły mi przetrwać zimowe elektryzowanie i przesuszenie włosów. O ile szampony pasują mi różne, to odżywki i wszelkie maski zawsze mocno obciążały mi włosy. Tej wyjątkowo regularnie używam (bo używam nadal, szampon zmieniłam na zielony, morela&pszenica, też Alterry) i nie mogę narzekać. Śmieszy mnie tylko opis z opakowania – „Pozostawić na czas odpowiedni do ich [włosów] potrzeb i spłukać dostateczną ilością wody”. Wychodzi na to, że trzeba metodą prób i błędów ustalać czas i ilość wody. Niemniej moje „na oko” działa, więc nie mam co narzekać. Oba produkty pachną bardzo fajnie, co wiele osób wskazywało na FB jako największy plus, zwłaszcza szamponu. Dla mnie jednak ważniejsze jest działanie. Myślę, że szampon wróci do łask, jak tylko zacznę sezon basenowo-opaleniowy.

Na zdjęciu z Instagrama widzicie też emulsję oczyszczającą. Nie jestem przyzwyczajona do takiej konsystencji kosmetyków do mycia twarzy, więc i ten produkt stosowałam zimą raczej z musu, a i to tylko w dni, gdy miałam bardzo podrażnioną skórę. Choć emulsja dobrze oczyszczała i nie miałam za bardzo co jej zarzucić, miałam poczucie, że powinnam jeszcze umyć twarz „normalnie”, żelem. Częściej używalam jej jako mleczka do demakijażu.

Na fotkę nie załapał się krem do rąk – dla mnie chyba najważniejszy kosmetyk tej zimy. Nie mogę używać kremu do rąk ani balsamów codziennie, więc od tych dwóch kosmetyków wymagam nieco więcej niż od pozostałych (i pewnie  więcej niż zwykli użytkownicy). Krem do rąk na początku wydawał mi się dość ciężki i lepki. Niestety pierwszy moment przy posmarowaniu rąk jest bez zmian – nieprzyjemna lepkość to nic fajnego, ale na szczęście krem wchłania się bardzo dobrze i faktycznie chroni dłonie. Zapach w zależności od dnia (lub być może innych zmiennych, ale nie zauważyłam, jakich) na zmianę bardzo mi się podoba i bardzo mnie drażni. Chyba stąd też całkiem podzielone opinie na jego temat.

 

 

Krem do ciała z masłem shea to odkrycie z kosmetyków do testowania. Wcześniej w ogóle przegapiłam, że taki produkt w tej serii się pojawił, teraz spogląda na mnie prawie pusta tubka. Balsam jest gęsty, ale dobrze się rozprowadza i świetnie wchłania od razu, więc przypadł mi do gustu jeszcze bardzej niż krem do rąk. Tak jak pisałam nie mogę używać tego typu produktów codziennie, więc bardzo ważne jest dla mnie nawilżenie, które utrzymuje się długo. A nawet odżywienie bardziej niż nawilżenie. I choć nie mam problemów ze szczególnie wysuszoną skórą, to jednak zimą wolę o siebie zadbać z większą starannością, żeby się na wiosnę nie zdziwić ;).

Olejek do twarzy zostawiłam na koniec, ponieważ użyłam go tylko kilka razy. Jako osoba z cerą mieszaną i wrażliwą mogę go pochwalić, ale nie jestem przekonana, czy ktoś z naprawdę suchą skórą twarzy byłby z niego aż tak zadowolony. Pachnie przyjemnie, twarz nie była po nim tłusta, spełnił swoje zadanie.

Ponieważ przy zapowiedzi recenzji pojawiły się dość negatywne opinie o pomadce S.O.S., której nie używałam wcześniej, poszłam ją dokupić i sprawdzić dla Was. Co prawda użyłam jej tylko kilka razy, ale zdecydowanie spełnia swoją rolę. I tak pozostanę wierna Crazy Rumors, ale szeroko dostępna, wegańska pomada za kilka złotych to naprawdę fajna opcja. Druga pomadka z Alterry (rumiankowa) jest z woskiem lub miodem, pozostałe składniki są roślinne.

Konkurs konkursem, a ja przez Was/dla Was poszlam kupic pomadke, zeby ja tez zrecenzowac ;) spodenki przy okazi, ladne?

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Więcej Wegańskich (@wiecejweganskich)

 

A jeśli chodzi o mydełko z tej serii, to widziałam różne zachwyty, ale moim zdaniem mydło jak mydło. Tzn. pachnie ono ładnie, ale jednak bardzo mydłowo, nie wyróżnia się tak, jak np. szampon, a zapach nie zostaje na skórze. Co jest plusem, jeśli używa się później kosmetyków z innych linii zapachowych.

Z całej serii na pewno krem do ciała, maska do włosow i krem do rąk zostaną ze mną na dłużej, a szampon i emulsja do twarzy będą czekały na suche dni. Pozostałe produkty są dla mnie neutralne, być może kupię kiedyś w promocji, ale specjalnie nie będę na nie polowała. Tak jak pisałam na początku, recenzję pisałam z punktu widzenia kogoś, kto raczej nie miewa alergii na kosmetyki i nie ma bardzo wysuszonej skóry, pamiętajcie o tym, porównując swoje odczucia do moich i kierując się recenzją przy zakupach. Składy większości kosmetyków znajdziecie na stronie rossnet.pl. Cała seria z granatem jest wegańska i bio, na opakowanaich znajdziecie znaczek certyfikatu Vegan Society.

Pełna lista wegańskich kosmetyków Alterry dostępnych w Polsce